Rega i Mołstowa. Weekendowa wyprawa rowerowa

Z racji przeprowadzki do Kołobrzegu środek ciężkości moich zainteresowań podróżniczych przesunął się siłą rzeczy nieco na zachód. Mieszkając w Koszalinie snułem plany eksploracji nieznanego mi dotąd dorzecza Regi, podróżowałem palcem po coraz to nowych mapach tych terenów, aż wreszcie w ubiegłą sobotę rano wsiadłem na rower, i pojechałem zwiedzać świat.

Pierwszym celem była rzeka Mołstowa – słynny dopływ Regi, w którym, pomimo dość powolnego nurtu, kajakarze mierzą się z niezliczoną ilością zwałek. Na południe ruszyłem pięknym szlakiem dawnej linii kolejowej w kierunku Charzyna i dalej – Gościna, by w samym Gościnie przy mleczarni skręcić w prawo na Unieradz. Po paru kilometrach skręciłem w lewo w kierunku Pławęcina. Po drodze zauważyłem bliskie mi klimaty – nisze źródłowe.

Ponieważ u góry biegnie droga, jest to doskonały punkt do wyrzucenia np. starego telewizora albo wiadra.

Dojechałem do grodziska, znajdującego się przy brzegu jeziora Pławęcińskiego. Obiekt robi wrażenie.

Grodzisko częściowo opływa niewielki ciek wodny, przy którym majstrują bobry.

Na samym obiekcie rosną niemałe buki.

Podmokły teren sprzyja takim oto zjawiskom:

W jednym z wykrotów, który powstał niemal idealnie w profilu wału, zauważyłem wejście do gniazda. Czyżby zimorodka?

W Pławęcinie wjechałem z powrotem na szlak po dawnej wąskotorówce, i pojechałem w stronę Trzynika. Moją uwagę zwróciła niewielka rzeka przepływająca pod nasypem. Jest to Błotnica, wypływająca z jeziora Kamienica, a kończąca bieg w jeziorze Resko Przymorskie.

Rzeka ta została w znacznej mierze wyprostowana (na tyle, na ile się dała), natomiast podmokłe tereny wzdłuż jej biegu pocięto głębokimi rowami melioracyjnymi, w większości prostopadłymi do koryta rzeki.

Sama woda w ostatnim czasie znacznie podmyła nasyp, powodując sporej wielkości osuwisko i częściowe zniszczenie jajowatego przepustu.

Bobry jak widać mają się tu dobrze – z dala od ludzi, z czystą wodą i dużą ilością drzew.

Zwróćcie uwagę, w jaki sposób woda omija barierę – niczym fontanna spod korzeni drzewa!

Wróciłem na szlak, i dojechałem do Rymania po małe zakupy. Nieco dalej, w Rzesznikowie, płynie już Mołstowa – zatem jestem blisko dzisiejszego celu. Po przejechaniu dawnego mostu kolejowego przerzuconego przez rzekę skręciłem w lewo w kierunku jeziora Popiel (tudzież Studnica lub Zofianka). Chcąc ominąć okropnie piaszczystą drogę wjechałem w las. Tutaj była już pełna kultura!

Po drodze rośnie nie lada drzewo: pomnikowy dąb imieniem Bogusław.

Jest potężny, mimo iż znacznie nadgryziony zębem czasu (liczy sobie podobno pięć stuleci).

Liczne drogi i dukty leśne pozwalają na częsty kontakt wzrokowy z rzeką. Czasem wystarczy zejść z roweru i przejść się parę kroków nad brzeg.

Przerwę obiadową zrobiłem na wysokim brzegu rzeki. Chyba nie muszę mówić że jest mało rzeczy, które nie smakują głodnemu na świeżym powietrzu…

Niemal wprost znad rzeki trafiłem nad użytek ekologiczny „Jeziorko dystroficzne koło Orzeszkowa”. Widoki jak w bajce.

Mijając po drodze rezerwat „Mszar koło Starej Dobrzycy” dojechałem do Starogardu. Tam rzuciłem okiem na pozostałości pałacu rodu Von Borcke:

A także na urokliwy kościół z charakterystyczną ostatnią kondygnacją wieży:

Miejscowy kot chyba nie lubi obcych:

Ponieważ zbliżał się już wieczór, udałem się w górę rzeki w poszukiwaniu miejsca na nocleg – trochę z duszą na ramieniu, wszak zakazano biwakowania… Plaża nad jeziorem Karwie okazała się doskonałym miejscem.

Noc okazała się zimniejsza, niż się spodziewałem. Zmarzłem straszliwie, dlatego z ogromną radością przywitałem poranne promienie słońca. Było na tyle ciepło, że pierwsze kilkanaście kilometrów przejechałem na krótki rękaw. Droga wiodła dnem rynny polodowcowej, którą obecnie płynie Rega. Płaski teren otoczony jest z obu stron wysokimi i malowniczymi zboczami, rozciętymi licznymi dolinami erozyjnymi o łagodnych profilach.

Widok z krawędzi doliny Regi na drugą jej stronę zrobił na mnie wrażenie.

Poznawanie równie potężnych form rzeźby polodowcowej niezmiennie budzi mój podziw i szacunek dla sił przyrody.

Skierowałem się na południowy wschód, w stronę Łobza. Po drodze obszedłem zarośnięte ruiny dawnego folwarku Birkheide.

 

Sądząc po fundamentach folwark składał się z dwóch obszernych budynków gospodarczych oraz budynku mieszkalnego.

Jadąc dalej, dotarłem do Regi.

W Łobzie postanowiłem jechać w kierunku Świdwina. Jak siły i chęć pozwolą, pojadę dalej do Białogardu, skąd wsiądę w pociąg i wrócę do Kołobrzegu. Jeśli nie, to w Świdwinie zapakuję się do pociągu.

Przez Prusinowo dotarłem do Poradza, w którym obejrzeć można doskonale zachowany wiatrak typu holender. Pomimo braku łopat i mocno zniszczonego i zdeformowanego mechanizmu ich ustawiania, cały obiekt jest bardzo urokliwy.

Ceglany korpus przypomina nieco te znane z latarni morskich, a spoczywające w ziemi żarna przypominają o dawnym przeznaczeniu wiatraka. Unikat – tak jednym słowem mogę podsumować ten obiekt.

W Klępnicy, z południowego brzegu jeziora Klępsko, wypływa niewielka rzeczka o nazwie Klępnica. Ponad dwa kilometry na południe uchodzi do Regi.

Co ciekawe, z północnego brzegu tego jeziora wypływa również Mołstowa, czyli bohaterka dnia poprzedniego.

W Świdwinie miałem jeszcze chwilę na obejrzenie zamku i Bramy Kamiennej.

 

Następnie udałem się na dworzec, i odleciałem…

a w zasadzie to odjechałem. 🙂

Kolejne eksploracje wkrótce… 🙂

Michał / Powrót do źródeł

ps. podziękowania kieruję w stronę Maćka Stachowiaka za poprawę jakości zdjęć. Dzięki wielkie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *