7 dni | 7 rzek. Opowieść pierwsza


Od pomysłu do realizacji

Nastała prawdziwa, polska jesień. Wszyscy ubierają grube kurtki, czapki i rękawice, coraz niechętniej wychodząc z domu. Wieje, pada, zimno…

Jest to doskonały czas na urlop… atoli w krajach o cieplejszym klimacie. Ja jednak postanowiłem zostać w Polsce.

Pierwszy tydzień urlopu spędziłem z Madzią w Beskidach.

Trochę chodziliśmy:

Trochę siedzieliśmy:

Trochę piliśmy (kawę oczywiście – minę mam krzywą, bo mój termos okazał się być nie do końca sprawny):

Koniec końców polataliśmy 🙂

Było wprost cudownie.


Drugi tydzień postanowiłem spędzić w kajaku.

Płynięcie jednej długiej rzeki przez wszystkie siedem dni wydało mi się zbyt monotonne.

Przecież mogę każdego dnia spłynąć kawałek innej rzeki, w zupełnie innej części Pomorza.

Proste, prawda?

I tak powstał projekt:

7 dni | 7 rzek

  • Realizacja: 10-16 listopada 2019 roku
  • Rzeki: Łupawa, Wieprza, Radew, Brzeźnicka Węgorza, Drawa, Rurzyca, Bukowina.
  • Cel: popływać kajakiem. Tak po prostu.

Podstawą był dobrze ułożony plan.

Krojenie i rzeźbienie różnych opcji, wytyczania i wyliczania tras samochodowych, rowerowych i – koniec końców – kajakowych, zajęło mi w sumie dobrych kilkanaście godzin. Całość spisałem na siedmiu stronach A4, swoimi leworęcznymi kulfonami. W zasadzie plan udał się niemal w całości.


Kilka słów, zanim zejdziemy na wodę

Pokora wobec natury, szacunek dla wody, świadomość swoich słabości – to podstawa.

Każdy spływ przygotowałem pod kątem ewentualnych miejsc ewakuacji, najbliższych zabudowań, dróg – żeby w razie potrzeby móc zejść z wody.

Zapraszam Was do wspólnej podróży w świat, w którym płynąca woda nadaje porządek i rytm całości istnienia: budując i niszcząc, unicestwiając życie jednocześnie je kreując.

Świata, w którym – uwierzcie mi – można się całkowicie zatracić.

Bierzcie zatem kajak, wiosło, kamizelkę, i płyńcie ze mną!


Dzień 1 | Rzeka 1 | Łupawa

Łupawa to bardzo częsty gość na łamach niniejszego bloga – nie mogło zabraknąć tej rzeki w projekcie.

Pierwotny plan zakładał spłynięcie dość długiego odcinka od Zawiatu do Pergoli – około 25 kilometrów. Tego dnia miałem towarzyszy w osobach Moniki, Krzyśka i Michała.

Ekipa tuż przed wodowaniem:

Od lewej: Monika, Michał, Krzysztof, ja.

Ponieważ Krzysiek jechał z Koszalina przez Łupawę i Podkomorzyce, miał okazję zatrzymać się na parkingu położonym na krawędzi doliny Łupawy. Okazało się, iż na tym najatrakcyjniejszym odcinku zorganizowano zawody wędkarskie. Nie chcąc wchodzić w paradę wędkarzom ani powodować niepotrzebnych napięć (a spływ kajakowy może budzić negatywne emocje wśród zawodników zawodów) postanowiliśmy spłynąć od Zawiatu do Podkomorzyc – około 17 kilometrów.

„Poszedł!”

 

Trasa była nadzwyczaj spokojna i relaksacyjna: w sam raz na rozgrzewkę przed kolejnymi dniami.

Byłem na tyle wyluzowany, iż w zasadzie zapomniałem o robieniu zdjęć. Być może dlatego, że było dość mgliście, zatem rzeka nie miała w sobie tego „czegoś”, by ją fotografować.

Odcinek za Kozinem jak zwykle dostarczył nieco emocji z uwagi na przeszkody, które były dla niektórych dość trudne do pokonania. Niemniej jednak wszyscy cali i zdrowi przepłynęli cały, długi etap.

Monika dzielnie pokonywała każdy kilometr, mimo iż dysponowała dłuższym kajakiem 🙂

Krzysiek, zaprawiony w bojach kajakarz, był oczarowany Łupawą 🙂

Nasz spływ kajakowy zakończyliśmy krótko przed 17.

Tradycyjnie pozostały jeszcze manewry organizacyjno-logistyczne: przebranie się, powrót na start, pakowanie, pożegnanie towarzyszy, i w drogę – by zmierzyć się nazajutrz z moją ulubioną Wieprzą.

CDN.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *