7 dni | 7 rzek. Opowieść druga: Wieprza

Około 20 zajechałem do agroturystyki Bocianie Gniazdo” w Trzcinnie. Malowniczo położony budynek dawnej szkoły okazał się być doskonałym miejscem na regenerację przed następnym spływem. Uprzejmi i pomocni Gospodarze, ciepło i sucho – wymarzone miejsce na odpoczynek przed następną rzeką: wszak niedaleko płynie Wieprza.

W samym Trzcinnie znajduje się niewielki, szachulcowy kościółek. Pobudowano go na wyniesieniu, z którego widać jezioro Trzcińskie.


Dzień 2 | Rzeka 2 | Wieprza


Linki do poszczególnych opowieści 7 dni | 7rzek:

Opowieść pierwsza: Łupawa


Zapowiadał się pochmurny, ale bezdeszczowy dzień.

W planach miałem spłynięcie odcinka z Kwisna do Bożanki podobnie jak w październiku. Mając jednak przed sobą kolejne, wcale niełatwe rzeki, powziąłem decyzję o odpuszczeniu sobie pierwszego, absolutnie fenomenalnego krajobrazowo, lecz najbardziej uciążliwego odcinka. Wystartowałem z wysokości Żabna, tak jak ponad rok temu z Madzią.

Ale zanim to nastąpiło, należało zrzucić sprzęt pływający na starcie, następnie pojechać na metę i tam zostawić auto. Na start pojechałem rowerem. Chcąc sprawdzić potencjalne miejsca awaryjnego lądowania – poza tymi, które już znałem – wybrałem nieznane sobie drogi, wiodące w niewielkiej odległości od rzeki. Ponieważ trasa wiodła krawędziami stromych stoków, pokonując liczne przewyższenia (nawet 80 metrów!) byłem już mocno rozgrzany nim wsiadłem do kajaka. Niemniej jednak odkryłem sporo niezwykle malowniczych miejsc, nadających się na nieco trudniejszą wyprawę rowerową, albo po prostu na długi, ciekawy spacer.


O 11:05 zszedłem na wodę. Niebo zasłonięte było szarą kurtyną chmur, lecz gdzieniegdzie dało się dostrzec przebłyski jasnego światła. Może wyjdzie słońce? – myślałem sobie, pokonując pierwsze kilometry.

Tego dnia testowałem także kamerę, którą, na potrzeby wyprawy użyczył mi kolega Rajmund Majkowski, za co składam mu w tym miejscu serdeczne podziękowania. Uzbierało się sporo ciekawego materiału, który w całości ujrzy światło dzienne już niedługo. Zapraszam do obejrzenia krótkiej zajawki właśnie ze spływu Wieprzą:

Tymczasem nad rzeką pojawiło się piękne słońce.

W takich warunkach płynie się dużo przyjemniej, a otoczenie aż mieni się w oczach. Nawet przeszkody nie stanowią zbytniej trudności w pokonaniu.

Niektóre powalone drzewa tworzą naturalne spiętrzenia na rzece. Woda w takich miejscach przelewa się gdzie może, natomiast w wąskich gardłach o największej prędkości wody – nawet na odcinkach, które płyną dość powoli – niekiedy powstają pułapki na nieostrożnych kajakarzy.


Jak już uda się nam bezpiecznie „usiąść” na przeszkodzie, możemy chwilę odpocząć: zrobić zdjęcie, posłuchać szumu przelewającej się wody wokół, rozejrzeć się po okolicy, zaczerpnąć wody w garść i obmyć twarz, wziąć głęboki oddech.

Zwyczajnie nacieszyć się tą niepowtarzalną chwilą.


Ponieważ zachodni brzeg rzeki graniczył z łąkami, jeszcze przez dłuższą chwilę towarzyszyły mi bezpośrednie promienie słoneczne.

Wkrótce Wieprza miała wpłynąć w zwarty, leśny obszar. Na jednym z obszernych meandrów (tuż za ruinami mostu) zalega wieloletnia sosnowa zwałka z dodatkami w postaci kłód innych drzew. Malownicze miejsce, i stosunkowo łatwa przeszkoda do pokonania.

Coraz częściej natura ma dosyć ludzi. W takich sytuacjach stawia najzwyklejszy szlaban na rzece.

Na brzegach coraz liczniej pojawiają się olchy.

Drzewa tworzą niekiedy malownicze konfiguracje, którym kształt dodatkowo nadaje nieustępliwy nurt rzeki.

Po 4,5 godzinach dopłynąłem do mostu na drodze krajowej nr 21 w miejscowości Bożanka. Tutaj zakończyłem kolejny spływ.

Tuż przed metą, na wysokości osady Grądki Dolne, natura wywinęła nie lada fikołka.

Otóż na niewinnym zakolu woda podmyła brzeg, na którym rosły świerki. Kilka z nich znalazło się w nurcie i to w taki sposób, że bez wysiadania z kajaka nie sposób ich pokonać. Dlatego też w łódce (i na sobie) miałem dość liczne pamiątki z tego miejsca:


Tego dnia przepłynąłem 14,5 kilometra.

Rzeka była – jak zwykle – dość wymagająca. Niemniej jednak spływ Wieprzą po raz kolejny utwierdził mnie w przekonaniu o absolutnej wyjątkowości tej rzeki.

Przy akompaniamencie zachodzącego słońca zapakowałem uprzednio wypłukany kajak oraz szpej, i pojechałem po rower. Zabrawszy go, obrałem kierunek Kępiny koło Żydowa, gdzie gościnę zaoferował mi mój serdeczny kolega, Artur Tota.

Kolejny dzień zapowiadał się nie mniej emocjonująco: czekała na mnie tajemnicza Radew.

Zatem w drogę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *